|
Parę tygodni przed Wielkanocą, pomyślałem sobie: ”a może by tak spędzić te święta w Wilnie?”. Kilka lat wcześniej wyjechaliśmy na święta do Międzyzdrojów i bardzo miło wspominamy ten czas. Tego dnia wieczorem, Ala zapytała mnie:
- Co sądzisz o tym abyśmy spędzili te święta na wyjeździe?
- Czy myślisz o Wilnie?
- Dokładnie.
Dzieciakom też się ten pomysł spodobał, tym bardziej, że podróż w strony mego dzieciństwa planowaliśmy od kilku lat i ciągle nam nie wychodziło. Namówiliśmy też na ten wyjazd siostrę Ali, Hanię. Ala zarezerwowała przez internet fajne mieszkanie blisko centrum i
pojechaliśmy
. Z Hanią spotkaliśmy się za Olsztynem więc od tego momentu zrobiło się luźniej w samochodzie. Gdy dojechaliśmy na miejsce byliśmy załamani. Dzielnica, w której wynajęliśmy mieszkanie (
Snipiszki)
nie wyglądała dobrze. Na szczęście
„nasz” dom
był ładnie wyremontowany, a mieszkanie bardzo przytulne. Po rozpakowaniu się poszliśmy do oddalonego o 5 minut od nas centrum handlowego „Europa” na zasłużoną kolację.
Cały następny dzień to zwiedzanie Wilna, które rozpoczęliśmy od pobliskiego
targowiska
– pełnego ciekawych, znanych nam od lat klimatów. Znam trochę to miasto więc służyłem za przewodnika. Szwędaliśmy się po urokliwych,
wileńskich uliczkach
rozkoszując się ich pięknem. Co rusz napotykaliśmy na miejsca bardzo polskie i miło się robiło na duchu. Długo szukaliśmy kościoła, w którym moglibyśmy podstawić księdzu nasz koszyk do poświęcenia. Bezskutecznie. Okazało się, że tu, w Wilnie woda święcona jest wystawiana w dużych zbiornikach i każdy sam może sobie poświęcić zawartość koszyka na miejscu lub nabrać wody do butelki i zrobić to w domu. Pogoda niestety nam nie sprzyjała więc często zaglądaliśmy do fajnych knajpek by się ogrzać i spróbować wileńskich specjałów.
Tradycyjne, uroczyste
śniadanie Wielkanocne
ze święconym poprzedniego dnia w Wilnie jajkiem zjedliśmy na naszej „kwaterze”. Ala, jak zawsze wspaniale przystroiła stół. A po śniadaniu wyprawa na
„Górę Gedymina”
. W tym dniu pogoda była wspaniała. Po spacerze pojechaliśmy na świąteczny obiad do naszych
wileńskich Przyjaciół
. Spędziliśmy tam wspaniałe popołudnie.
Lany poniedziałek to wyprawy poza centrum. Najpierw pojechaliśmy do
Trok
. To urokliwe miasteczko oddalone o 20 km od Wilna. Zawsze staram się tu przyjeżdżać gdy jestem w Wilnie. A po spacerze koniecznie trzeba spróbować karaimskiego dania, kibini. W Trokach robią je najlepiej. W drodze powrotnej odwiedziliśmy
cmentarz na Rossie
. Na popołudnie zaplanowaliśmy wizytę u przyjaciół moich rodziców w
Nowej Wilejce
, z którymi też byłem bardzo zżyty. Było to kolejne miłe popołudnie. Przy okazji odnalazłem dom z dzieciństwa , w którym mieszkałem z rodzicami zanim przyjechaliśmy do Polski. Nie mieliśmy odwagi, aby zapukać i wejść do środka, ale okolice i sam budynek wydały mi się takie same jak przed laty.
Ostatni dzień naszego pobytu w Wilnie to poznawanie ciekawych miejsc, w których wcześniej nigdy nie byłem. Najpierw klasycystyczny
pałac w Werkach
położony w malowniczym parku na wzgórzu nad Wilią, a potem
Belmonto
, ładny kompleks wypoczynkowy parę kilometrów za Wilnem. Wieczorem
kolacja pożegnalna
, sprzątanie i pakowanie.
Spędziliśmy w Wilnie wspaniałe cztery dni i z pewnością będziemy wspominać te święta jako jedne z bardziej udanych. Do domu
wróciliśmy
bez przygód.
|